Szanowny Panie Ministrze! Z powodu rosyjskiego i ukraińskiego embarga rolnicy w Polsce ponieśli i
Szanowny Panie Ministrze! Z powodu rosyjskiego i ukraińskiego embarga rolnicy w Polsce ponieśli i nadal ponoszą wielkie straty finansowe. Z nadzieją oczekują otwarcia obu rynków. Rosja nadal mnoży problemy, Ukraina zniosła embargo w sposób ograniczony - dla 23 zakładów. Firmy te liczą, że wysyłki na Ukrainę poprawią wyniki sprzedaży eksportowej. Już intensywnie szukają nowych odbiorców, odświeżają kontakty, liczą na dużą sprzedaż mięsa i produktów przetworzonych. Na zniesienie embarga szczególnie oczekiwali polscy hodowcy trzody chlewnej. Liczyli na to, że eksport na rynki wschodnie pozwoli sprzedawać nadwyżkę wieprzowiny i ograniczy tzw. problem świńskiej górki. W konsekwencji przyczynili się do wzrostu cen mięsa.
Sceptycy podkreślają, że Ukraina tonie w rosyjskiej wieprzowinie, a cła dla polskich eksporterów też nie są zachęcające. Nie warto więc robić zapasów, bo handel może okazać się nieopłacalny. Niepokojące są sygnały, że rozpoczęły się masowe kontrole przez rosyjskie inspekcje sanitarne ukraińskich i białoruskich przetwórni mięsnych. Sprawdzają one, czy w zakładach tych nie ma mięsa z Polski.
Jeśli takie mięso znajdą, zakłady te nie dostaną zgody na eksport produktów do Rosji. By nie ryzykować, kontrolowane firmy mogą zaprzestać kupować polskie mięso.
Mimo że szlaban na wschodnich polskich przejściach granicznych został dla wyrobów mięsnych częściowo podniesiony, nie wrócą czasy prostej wymiany handlowej ze Wschodem. Zauważają to także członkowie polskiego rządu. Poważnym zagrożeniem jest rozwijający się przemysł rolniczy w Rosji i na Ukrainie. Te kraje zmodernizowały swoje zakłady i zwiększyły produkcję, co głównie miało miejsce podczas istnienia blokady importu mięsa z Polski. Obecnie bardziej są zainteresowane eksportem swoich produktów niż importem z Polski. Rosja i Ukraina mocno stawiają na rozwój własnej hodowli i przetwórstwa. Poza tym ponadroczną polską lukę wspaniale wykorzystali eksporterzy i inwestorzy zachodnioeuropejscy. Nie zniechęcają ich wysokie ukraińskie i rosyjskie cła.
Eksport wieprzowiny z Niemiec na Wschód wzrósł w 2006 r. o 15 procent, w rezultacie niemieccy farmerzy otrzymują najwyższą od 5 lat cenę za kilogram żywca (ok. 1,80 Euro). Od 1 stycznia 2007 r. Rosja zwiększyła skup wieprzowiny niemieckiej bezpośrednio do sprzedaży. Do tej pory niemieckie mięso mogło trafiać tylko do przetwórstwa. Przedsiębiorczy okazali się też Duńczycy. Aby uniknąć komplikacji granicznych, po prostu inwestują w Rosji i na Ukrainie w hodowlę i przetwórstwo rolno-spożywcze. Budują duże fermy trzody chlewnej. Podobnie jest w branży mleczarskiej. Tak na przykład holenderski koncern pod Moskwą inwestuje 100 milionów dolarów w rosyjski przemysł mleczarski. Czujnie zauważyli, że sprzedaż tych artykułów rośnie w Rosji po 10 procent w skali roku. Podobnie rzecz ma się z wieprzowiną i drobiem. Także Norwegowie budują w obwodzie kaliningradzkim kompleks na 300 tysięcy sztuk trzody chlewnej, obejmując w dzierżawę tysiąc hektarów pola, za co rocznie zapłacą czynsz 1 dolara za hektar.
Do zagospodarowania ziem na Ukrainie i w Rosji przymierzają się farmerzy z Wielkiej Brytanii i Irlandii. Biorą pod uwagę leżące odłogiem pola pokołchozowe.
We własną hodowlę i przetwórstwo inwestują sami Rosjanie. Rząd rosyjski zamierza wydać w ciągu dwóch lat 500 milionów dolarów. Swoim rolnikom mają umożliwić tanie kredyty i pożyczki, a nawet dzierżawę zwierząt.
Wg sondaży w bieżącym roku produkcja wieprzowiny wzrośnie około 7 procent, a w roku 2009 - aż 30 procent. Dynamicznie rozwija się też hodowla drobiu, co spowoduje o 30 procent mniejszy import. Chcąc chronić rodzimy rynek, rząd rosyjski podwyższył w czerwcu 2006 r. cło na skrobię z ziemniaków, kukurydzy i pszenicy.
Rozdrobnienie polskiego rolnictwa uniemożliwia w krótkim okresie czasu zebrać dużą partię towaru, a tego oczekują wschodni partnerzy. Unia z pomocą nie spieszy, a okaże się, że za parę miesięcy może już na rosyjskim rynku w ogóle nie być dla polskich rolników miejsca.
Należy niezwłocznie wykorzystać fakt, że Rosjanie z obwodu kaliningradzkiego nie ustają w namawianiu polskich rolników do współpracy. Jak do tej pory, podjął się jej tylko jeden rolnik z Wielkopolski, który buduje dwie fermy trzody chlewnej. Kwitnie handel przygraniczny, który jednak nie rozwiąże polskiego problemu z eksportem mięsa i innych produktów na Wschód.
Mając na uwadze powyższe dane, kieruję do Pana Ministra następujące pytanie: Czy poza programem rozwoju obszarów wiejskich (PROW) są prowadzone inne prace mające na celu przyspieszenie rozwiązania tej niekorzystnej dla polskich rolników sytuacji?
Z poważaniem
Poseł Sandra Lewandowska
Warszawa, dnia 11 kwietnia 2007 r.